Tytuł: CedynoAutor: Melissa Darwood
Ilość stron: 268 (na Legimi)
Data premiery: czerwiec 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
"Trzeci tom serii, w której miłość jest silniejsza od śmierci!
Od kiedy Zuza wróciła z mrocznej Guerry, nie może zapomnieć o cierpiących tam duszach. W jej snach zagościł też Bjor, który rzuca wyraźny cień na jej obecny związek z Patrykiem. Larysa i Gabriel wreszcie mogą założyć rodzinę, a niedawno wykupione przez nich schronisko dla zwierząt sprawia, że zaprzyjaźniają się z Leą - nowo zrodzoną Guardianką.
Kiedy wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku, Zuza postanawia wyruszyć do Guerry i uwolnić jej więźniów. Wie, że nie da rady zrobić tego w pojedynkę. Znajduje jednak tajemniczych Ludzi Cedyno, którzy mogą jej w tym pomóc. Ich Lider Jordan nie jest jednak osobą, z którą można sobie pogrywać.
Czy misja Zuzy i pozostałych Wysłanników się powiedzie? Co czeka na nich w Guerrze? Czy Ludziom Cedyno można zaufać?"
"Cedyno" jest zwieńczeniem serii "Wysłanników", która pojawiła się po raz pierwszy jako jednotomówka pt.: "Larista" w 2014 roku. Wtedy zakochałam się po raz pierwszy w świecie Guardian i Tenatorów.
Zuzka wróciła z Guerry, a w jej myślach, poza ukochanym Patrickiem, nieustannie krążą subiekci i jeden tajganin. Dziewczyna chce wrócić i uwolnić udręczonych mieszkańców obozów pracy. Do tego celu odszukuje uzdolnionych Ludzi Cedyno, którzy mają moc mogącą pomóc Guardianom. Wracamy znów do Starego Lasu, tam gdzie wszystko się zaczęło. Poznajemy nowo zrodzoną Guardiankę – Leę i mocno zdystansowanego lidera Cedyno - Jordana.
To co, jak zwykle, należy oddać autorce to to, że nie boi się poruszać istotnych zagadnień w swoich powieściach. Znajdziecie je także tutaj i jak zwykle trzeba powiedzieć, że Melissa doskonale balansuje na krawędzi, podsuwa nam konkretne spostrzeżenia, ale nie robi tego w sposób nachalny, dając nam pole do własnych przemyśleń.
Seria "Wysłannicy" to nic innego jak trzy piękne portrety miłości. Lary i Gabriela, zagubinej między swoim "teraz" i "jeśli" Zuzą, a także nowych dotąd nam nieznanych - Lei i Jordana.
O ile pokusiłabym się o stwierdzenie, że "Guerrę" i "Laristę" na upartego można przeczytać bez ich wzajemnej znajomości – choć moje założenie opiera się na starym wydaniu, więc może coś istotnego mi umknęło (jeśli macie ochotę możemy zrobić też takie małe porównanie, dajcie znać) – to tutaj założenia "Cedyno" mocno bazują na wydarzeniach z "Guerry". Co w praktyce funkcjonuje naprawdę świetnie.
Książka pokazuje nam też zupełnie inny obraz Zuzy, z którą znamy się z dwóch poprzednich tomów i dla tej części jest takim motorem napędowym. Kiedy zaczęłam się wczytywać, a zwłaszcza w historię Ludzi Cedyno przyszły mi na myśl "Wizje w mroku" autorstwa L.J.Smith, które kilka lat temu były bestsellerem, jednak to poczucie mogło wynikać jedynie z podobnie utrzymanego klimatu i mojego sentymentu do tej serii.
To co mi się nie podobało, to zdecydowanie OBJĘTOŚĆ. "Cedyno" czyta się tak szybko i przyjemnie, że te dwieście sześćdziesiąt stron jest zdecydowanie zbyt krótkie i trochę krzywdzące dla samej książki, do czego już przechodzę. Być może dlatego mam też taki niedosyt związany z samą relacją Lei i Jordana, która dla mnie nie zdążyła się tak na dobrą sprawę rozwinąć. Jest to zdecydowanie najmniej lubiany przeze mnie paring w całej serii. To właśnie ich fragmenty czytałam, choć milej było mi zdecydowanie z Zuzką, która dla mnie zdominowała i pociągnęła tę książkę, choć muszę przyznać, że pałamy chyba do siebie podobnymi uczuciami co ona i Lea, ale mimo wszystko jest bardzo dobrze skonstruowana jako bohaterka, dlatego to wszystko tutaj tak ładnie działa.
Jeśli mówimy o samej relacji Lea – Jordan, to jakoś specjalnie mnie nie wciągnęła, co już powiedziałam. Ale trzeba przyznać, że sama kreacja tych postaci jest naprawdę ciekawa, podobnie jak u Zuzy. Zwłaszcza Jordan - jak dla mnie ten wątek ich relacji jest gdzieś tam pobocznym i nie tym, który mnie najbardziej interesował, bo w tej książce naprawdę działo się tak dużo, że z punktu widzenia całej serii to nie on był tym najważniejszym. Bohaterowie wzbudzają emocje, choć niestety, ale Lara i Gabriel, pomimo całej mojej sympatii stali się w moim odczuciu odrobinę papierowi.
Melisso, musisz pisać grubsze książki, bo to nie pierwszy raz kiedy mi mało tych stron!
Brakowało mi też zagłębienia się bardziej w przeszłość Ludzi Cedyno, mam takie poczucie, że zaledwie ją liznęliśmy, a autorka zdradziła nam jedynie tyle co było konieczne dla fabuły.
Ta książka aż się prosi o spin offa, może właśnie w postaci zakończenia jej serią o Ludziach Cedyno? Może to było takie wdzięczne wprowadzenie nas w ich świat i zakończenie przygody z Zuzą i Larą? Nie przestaję mieć nadziei, ponieważ trzeci tom bardziej kojarzył mi się z otwarciem niż zakończeniem serii. Poczekamy zobaczymy, mnie bardzo ciekawi jeden wątek, o którym nie powiem, bo byłby to spory spojler dla fabuły. Póki co zachęcam was serdecznie do zapoznania się z tą książeczką, bo naprawdę warto, a jeśli jesteście srokami na autografy to książkę możecie zakupić bezpośrednio od autorki z dedykacją i autografem na jej stronie.
Moja ocena "Cedyno" to 7/10.
Nasza ocena:
7/10
7/10
"Dobra. Może sam sprawdzisz?"
Książkę recenzował/a dla Was: Kala
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz